W dzisiejszych czasach coraz więcej rodziców boryka się z trudnościami w wychowywaniu dzieci. Coraz częściej także spotykam w gabinecie i w życiu prywatnym rodziców, którzy mówią następujące słowa: „przeczytałam już niejedną książkę o wychowaniu dziecka, teorie znam świetnie, a mimo to moje dziecko mnie nie słucha/ moje dziecko nas bije/moje dziecko wymusza wszystko płaczem/moje dziecko nie chce jeść/spać, itd.”

Często słyszę pytanie: Czy to czasy się zmieniły? Czy to dzieci się zmieniły? A może to zasługa coraz bardziej ostatnio modnego bezstresowego wychowania? Niech pani mi powie, dlaczego tak się dzieje?

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na te pytania. Zmieniło się wszystko. Czasy, metody wychowawcze, szkoła, przedszkole, role społeczne, więc muszą w tym wszystkim zmieniać się też dzieci. Jeszcze paręnaście lat temu większość 5latków biegała z rówieśnikami po drzewach wracając do domu wtedy, kiedy poczuła głód. Dzisiaj lęk o bezpieczeństwo dzieci i konsekwencje prawne nie pozwalają rodzicom puszczać swoich dzieci na dwór bez opieki osób odrosłych. Tak, wiele się zmieniło.

Nie zmieniła się natomiast jedna rzecz. Emocjonalne potrzeby dziecka. O czym rodzice w wirze pracy, obowiązków, problemów i zmęczenia zapominają lub odkładają na drugi plan.

Kiedy pojawia się problem rodzice chcą natychmiast dostać gotowe rozwiązanie. Obecnie na rynku wydawanych jest tysiące poradników na każdy temat, istnieją fora z gotowymi rozwiązaniami, programy o super nianiach wprowadzają błędne przekonania, że problem, który narastał latami da się rozwiązać w ciągu godzinnego odcinka. Rodzice są zalewani tymi informacjami, dobrymi radami cioć, teściów, sąsiadek i obcych pań w autobusie. Oczekują i oczekuje od nich społeczeństwo, że każdy problem da się mechanicznie rozwiązać. Kierują się gotowymi rozwiązaniami i w końcu się w tym gubią. Nie wiedzą, jak wiedzę teoretyczną zastosować w praktyce i pomimo pozornie rozwiniętej świadomości dotyczącej potrzeb i wychowania dzieci, czują się najzwyczajniej w świecie samotni i bezradni.

Wbrew pozorom współcześni rodzice mają coraz mniej wsparcia i zrozumienia niż mięli je rodzice dzisiejszych rodziców. Spotykają się z falą krytyki bez względu na to, jak w ich własnych oczach wychowują swoje dziecko. Nawet jak są przekonani o tym, że dobrze robią, to znajdą się tacy, którzy to głośno skrytykują wywołując niepokój, lęk, wątpliwości lub wyrzuty sumienia.  Jeżeli dadzą dziecku klapsa posypie się na nich fala pouczeń. Jeżeli będą przekonani o tym, że dzieci nie wolno bić, to fala zaleje ich z drugiej strony. Będzie im powtarzane, że bezstresowe wychowanie wyjdzie im wszystkim na złe i jeszcze będą płakać. Każdy wie najlepiej, ma najlepsze rady, i zna nasze dziecko lepiej niż my sami. Jedni mówią „przeczekaj”, drudzy „nie pozwól na to” i tyle ile osób – tyle rad i opinii. A rodzic w końcu nie wie co ma robić, nic nie robi albo robi wszystko naraz, a później rozkłada z bezradności ręce.  I szczerze im współczuje, ponieważ widzę jak wiele z nich chce pomóc dziecku oraz sobie, ale to co robili do tej pory nie wychodzi i coraz bardziej ich frustruje.

Dlaczego tak się dzieje i dlaczego metody zawodzą. W końcu opisują je doświadczeni psychologowie, psychiatrzy i terapeuci. Postaram się to wyjaśnić opisując poniższy przykład.

Podczas mojej ostatniej wycieczki do zoo z synem staliśmy koło akwarium z rybami. Obok nas około 2 letni chłopiec zasłonił plecami rybkę mówiąc, że to „moja”. Nie chciał, żeby inni ją oglądali. Ojciec chłopca podniesionym głosem zaczął karcić syna i przesunął go na bok.  Kiedy mały zaczął płakać i próbować wrócić na miejsce do „swojej” rybki, a ludzie dookoła zaczęli zerkać co się dzieje, to ojciec chłopca pociągnął go za rękę i bardzo płaczącego wyprowadził na zewnątrz. W jego oczach pewnie uczył go dzielenia się z innymi. Nie rozumiał, że dwuletni chłopiec mówiąc „moja” uczył się ważniejszej rzeczy na tym etapie rozwoju. Żeby nauczyć się z kimś dzielić, najpierw trzeba nauczyć się własnej odrębności i posiadania. Trzeba wzmocnić dopiero rozwijające się ego, żeby później móc dokonywać szlachetnych czynów. W konsekwencji ojciec ani nie nauczył syna dzielenia, ani nie pozwolił na prawidłowy rozwój rodzącego się do życia ego. Nauczył go za to czegoś, czego świadomie pewnie nie chciałby zrobić…

Bardzo często rodzice proszą mnie o nauczenie ich, jak maja nagradzać i karać dziecko. Bo do tej pory kary nie przynoszą spodziewanego efektu albo nasilają niepożądane zachowania. Kiedy pytam, za co karzą dziecko, odpowiadają od razu. Kiedy ich pytam co i po co ich dziecko komunikuje swoim zachowaniem, tego już nie wiedzą. Karzą dziecko tak jak wyczytali w poradniku albo obejrzeli w telewizji, choć kary nie potrafią dostosować do wieku i przewinienia.  Nagród i wzmacniania pożądanego zachowania jest zdecydowanie mniej niż tego drugiego. Opiekunowie nie znają podstawowych mechanizmów rozwojowych dziecka. Bo tego nikt nie uczy ani na studiach, ani nawet w szkole rodzenia.

Rozmowa tak. Tłumaczenie i pokazywanie przykładów tak. Konsekwencje tak. Ale karanie bez zrozumienia tego, dlaczego dziecko zrobiło coś złego (w oczach dorosłego), nie ma najmniejszego sensu. Po latach te dzieci przychodzą do psychologa i mówią: mam problem z poczuciem własnej wartości, mam kompleksy, nie wierzę w siebie. Ale nic strasznego w moim rodzinnym domu się nie działo. Nie wiem, dlaczego taki jestem. Tak, świadomie możemy nie pamiętać o wycieczce do zoo, w którym oglądanie rybek skończyło się płaczem. Ale nasza nieświadomość koduje te wszystkie zdarzenia, które nie pozostają bez wpływu na nasze życie.

Najważniejsze, żeby rodzice przed sięgnięciem po dany poradnik, najpierw zaczęli wsłuchiwać się w emocje własne i emocje dziecka, a wtedy teoria znajdzie swoje zastosowanie w praktyce i przyniesie efekt.

Dlaczego nie na wszystkich działają te same tabletki na sen? Dlatego, że każdy z nas ma różne powody, przez które nie może zasnąć. Jeden miał stresujący dzień lub tydzień, inny cierpi na depresje, a innego prześladują demony przeszłości. Wtedy trzeba skład dobrać do problemu, organizmu i wielu innych osobowościowych czynników.

Tak samo jest z dziećmi. Z pozoru ten sam problem może być za każdym razem inny. Agresja dziecka może wynikać z tysiąca różnych przyczyn. Dziecko każdym swoim zachowaniem coś komunikuje i nie zawsze ta sama metoda sprawdzi się u wszystkich dzieci.

Pierwszym krokiem w pracy psychologa z rodzicami jest nauczenie opiekunów rozumienia dziecka, jego etapów rozwojowych, możliwości i potrzeb. Tego, co się kryje pod niepożądanym zachowaniem. Czasami jest to krzyk o granice, czasami krzyk, bo granice duszą dziecko. Czasami jest to krzyk o uwagę, a czasami krzyk, bo nadopiekuńczość rodzica nie pozwala dziecku w samodzielny i bezpieczny sposób odkrywać świata.  „Krzyk” też może się różnie objawiać. Czasami słyszą go wszyscy sąsiedzi, a rodzice zastanawiają się, kiedy zostanie wezwana policja. Czasami krzyk może być niemy. Wtedy to mowa ciała powinna nam więcej zdradzać. Ale zawsze to rodzic, a nie sąsiadka zna najlepiej swoje dziecko, jego dotychczasowe doświadczenia, przeżycia i reakcje. Jeżeli opiekunowie zechcą się nad tym zatrzymać, wsłuchać i zrozumieć, wtedy efektywnie i w bezpieczny sposób będą mogli wpływać na niepożądane zachowania dziecka, zmieniając je, modyfikując i ucząc życia.

 

Małgorzata Bajko – psycholog, psychoterapeuta

Na podstawie książki „(Nie)grzeczni”

Umów wizytę